Dom Kultury SOKÓŁ w Strzyżowie
niedziela, 12 marzec 2017 08:54

"Męczeństwo Piotra Oheya" w Dębicy

Bardzo ciepło przyjęła dębicka publiczność występ amatorskiego Strzyżowskiego Teatru Prima Aprilis”. W ich wykonaniu można było zobaczyć bardzo wczesną jednoaktówkę (w trzech częściach) mistrza absurdu Sławomira Mrożka pt. „Męczeństwo Piotra Ohey’a” w reżyserii Roberta Chodura, aktora Teatru im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie i dębiczanina.

Widzowie tego przedstawienia mogli podziwiać nie tylko doskonale napisaną sztukę Mrożka, ale także spore umiejętności aktorskie amatorów ze Strzyżowa. Widać było również dużą pracę reżysera Roberta Chodura. Niektóre z jego inscenizacyjnych pomysłów można było już zauważyć w czasie przedstawienia dębickiego teatru „Kurtyna” w „Ślubach panieńskich”. Co zresztą nie umniejsza ich walorów nadających przy okazji indywidualny i rozpoznawalny kształt przedstawień spod ręki Roberta Chodura.

W sobotni wieczór 28 stycznia br. na deskach Domu Kultury „Sokół” w Strzyżowie gościł Teatr dramatyczny Kurtyna z Dębicy. Na trwałe wpisany jest on w kulturalną przestrzeń. Aktywnie działał do roku 1969. Parokrotnie reaktywowany zawieszał swoją działalność, teraz wystartował ponownie. Tworzy go grupa amatorów i miłośników teatru, uczniowie szkół ponadgimnazjalnych, studentów, pracowników dębickich instytucji.

Jeśli teatr jest zbyt daleko, lub nie po drodze i za wysokie progi, trzeba stworzyć teatr na miejscu. Z tego słusznego założenia wyszedł zespół z DK "Sokół" i jego dyrektor - Jagoda Skowron jeszcze w roku 2008.

4 czerwca 2016 r. obejrzeliśmy już ósmą premierę teatru "Prima Aprilis" pod opieką reżysera i kierownika literackiego, znakomitego aktora teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie - pana Roberta Chodura. Ósma premiera - to znana i od lat wystawiana sztuka przez znane teatry warszawskie i krakowskie, przez reżyserów tej miary jak Erwin Axer czy Maciej Englert. W niezawodnym internecie /na You Tube/ można zobaczyć te wersje sceniczne z lat 60 - tych i 70 -tych w bardzo spokojnej konwencji.

Opowieść o tygrysie, który zamieszkał wśród rur i kafelków w łazience, czym spowodował całkowitą ruinę życia spokojnego człowieka i jego rodziny, z autorskiego założenia jest nonsensem, który ma głębsze przesłania. Pięć dekad temu ten łazienkowy tygrys i hordy urzędników wkraczające w życie spokojnej rodziny - to groźna metafora totalitarnej przemocy. Dziś aktualna pozostaje kafkowska warstwa tej sztuki, bezradność człowieka wobec sił i mechanizmów, które bezwzględnie go niszczą. Mrożek jako analityk rzeczywistości i ostry cenzor, tę rzeczywistość mocno przerysowuje, ku uciesze widzów, bo mimo refleksyjnych odczuć i przerażenia, sztuka jest i pozostanie surrealistyczną groteską.

Strzyżowscy aktorzy zagrali tę sztukę niezwykle dynamicznie i komediowo. Wybuchy śmiechu na widowni pomagały aktorom. Odbiór sztuki był bezbłędny, widownia zachwycona i doskonale wychwyciła sytuacje sceniczne, które jak ulał pasują do rzeczywistości roku 2016. Czy mało mamy nachalnych reklam, czy nie wyrażamy bezwiednie zgody na jakąś usługę przez telefon, czy nie podpisujemy w pośpiechu nie przeczytanych dokładnie dokumentów, a potem lawina długów spada na nas i wyplątać się trudno z sytuacji niezawinionych. Samo życie!

Wartka akcja jednoaktówki, niespodziewane wydarzenia następujące jedno za drugim, oszałamiały nie tylko Piotra O'heya. Widownię również. Przeżywaliśmy zupełną ruinę spokojnego popołudnia w spokojnym domu! Tylko meczu, tylko meczu żal...a tak się dobrze zapowiadał! Nawet spokojne czytanie gazety również nie wyszło. Mała dygresja, którą podkreślił Mrożek. Otóż większość mężczyzn czytających gazetę jest niedostępna dla otoczenia. Płachta gazety odgradza mężczyznę od rzeczywistości. Nie słyszy, nie reaguje, nie widzi nic poza gazetą. Swoisty azyl i wyłączenie się czyli "odlot". Skąd my to znamy?!

Mimo wczesnej pory, bo premiera odbyła się w upalną sobotę o godz. 15:00, sala DK "Sokół" pełna. Ważność tej premiery podkreśla obecność samego reżysera - Roberta Chodura, który w krótkich słowach, nienaganną dykcją zaprasza do obejrzenia sztuki. Obecność reżysera na pewno pomaga aktorom. Czują się pewniej. Podkreślam doskonałą grę aktorów, pewność na scenie, dobry gest sceniczny i mocno zarysowaną komediowość sztuki. Wszyscy aktorzy dobrze czują sztukę i grają profesjonalnie na czele z żoną Piotra O'heya, która wykonuje taniec praźródeł, przenoszący ją w inną, wyśnioną rzeczywistość i robi to znakomicie! Piotr jednak musi poświęcić się dla dobra nauki i nie tylko. Jest ofiarą całego zamieszania, zupełnie przypadkową i niewinną. Całości dopełnia doskonale dobrana, rytmiczna muzyka z lat 60 - tych. Warto zauważyć, że ta sztuka powstała w roku 1959, zagrana w latach 60 - tych, stąd te "podmoskowskije wieczera" zagrane w rytmie dixieland!

Aktorzy tym cenniejsi, że nasi, znajome twarze osób znanych z codzienności, kiedyś odważyli się na piękny gest, aby teatr przybliżyć strzyżowskiemu widzowi. I zrobili to nadzwyczaj profesjonalnie. Podobnie jak satyrę Mariana Załuckiego i jego piosenki przypomina z wdziękiem kabaret "Antidotum". Po premierze absolutnie zadowolona i rozbawiona widownia zgotowała aktorom owację na stojąco. Nie było końca efektownym wyjściom aktorów na scenę w takt muzyki!

Dziękujemy aktorom za 8 lat edukowania sztuką, za niemały wysiłek prób kosztem wolnego czasu, za opanowanie tremy i za radość jaką dają zawsze pełnej widowni, nie tylko strzyżowskiej. A grają bez wynagrodzenia! Warto było stworzyć ten teatr, jestem "za" od początku, jak zawsze jestem po stronie sztuki. Sztuka czyli literatura, poezja, malarstwo, muzyka, teatr czyni nas ludźmi w pełni. Serdeczne gratulacje dla całego zespołu! Komplet widzów zagwarantowany na wiele miesięcy!