
14 premiera Strzyżowskiego Teatru “Prima Aprilis” na szesnastolecie jego działalności odbyła się na scenie DK “Sokół” w dniu 14 kwietnia 2024 roku! Pełna sala widzów, czeska muzyka z orkiestrą dętą w tle i nastrojowe piosenki w zrozumiałym dla nas języku, przygotowały widzów do wielkiej, teatralnej uczty, przygaszone światła wzmagały nastrój oczekiwania na spektakl czeskiego autora Jana Drdy, wystawionego jeszcze w 1945 roku w Pradze.
Zanim podniesiono kurtynę oficjalnie zaprosiła i powitała znamienitych gości dyrektor DK” Sokół” pani Anna Słowik i sam reżyser tego spektaklu – Robert Chodur, aktor rzeszowskiego teatru Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie i reżyser w jednej osobie, prowadzący Teatr “Prima Aprilis” od lat szesnastu! Obecność na premierze dyrektora Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie pana Jana Nowary uświetniła znakomicie premierę. Dyrektor Nowara jest przychylny naszemu Teatrowi. Wyraźnie podkreślam, że inicjatorką i założycielką Teatru “Prima Aprilis” jest pani Jagoda Skowron, również gość honorowy na premierze, była dyrektor DK “Sokół” w Strzyżowie, miłośniczka teatru, której staraniem powstał Teatr w naszym mieście. Pamiętamy Jagodę Skowron z wielu ról w tym Teatrze! Jej marzenia się spełniły – Strzyżów ma Teatr i Jej pomoc, a pani Jagoda obecnie pełni ważną, menadżerską rolę właśnie w Teatrze im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie. Komplety widzów na spektaklach i premierach świadczą o wielkiej popularności tego Teatru, jest nasz, znamy aktorów miejscowych, co czyni teatr niezmiernie atrakcyjnym. Szczególną troską, opieką i wsparciem darzy teatr obecna dyrektor pani Anna Słowik i wszyscy pracownicy DK “Sokół”.
“Igraszki z diabłem” mimo bajkowego tytułu i dobrze, zręcznie skomponowanej komedii, niosą ważne przesłania, przy tym bawią i uczą. Sztuka została rozegrana w dziewięciu odsłonach nowatorsko oddzielonych od siebie zamysłem reżysera. Nagle zapadała niespodziewana ciemność, pojawiały się błyski i odgłos grzmotów, bo rzecz działa się również w bardzo tajemniczym piekle, ale nad wszystkim jednak panowało Niebo i Niebo miało w sytuacjach prawie bez wyjścia – ostatnie słowo! Co daje nadzieję nam współczesnym na sprawiedliwe uporządkowanie rozchwianego świata!
Aktorsko sztuka na niezwykle wysokim poziomie, Strzyżowski Teatr oceniam bardzo wysoko. Ani grama sztuczności. Wszyscy aktorzy, bez wyjątku, weszli w rolę z całą naturalnością, przeżywając rolę sercem, utożsamiając się z graną postacią, podkreślając dobrym aktorstwem, nienaganną dykcją i ruchem scenicznym. Wielkie brawa! Premiera “Igraszek z diabłem” zachwyciła widownię bezgranicznie, spontaniczne brawa, wstrzymywanie oddechu w sytuacjach “piekielnie trudnych” i wybuchy śmiechu wskazywały, że widownia reagowała bezbłędnie i doceniła świetną grę i reżyserię sztuki!
Sztuka zagrana brawurowo z tempem, bez kurtyny /jak wspomniałam/, bez przestojów czy pauz, wszystko dokładnie dopięte w czasie, niezwykle intrygowało. Czekaliśmy w bezdechu, co dalej, kiedy minie ciemność…a każda nowa odsłona była inna i idealnie skomponowana.
Trudną rolę i niezwykle rozbudowaną miał Marcin Kabat /Gniewomir Skrzysiński/, wracający z wojny, ubogi wędrowiec, który oprócz butów, spodni i żołnierskiego kabata na sobie, nie ma nic, nawet papierosów… Wtedy, po wojnie każdy mężczyzna palił! Podziwiam doskonałą aktorską dykcję, opanowanie trudnej głosowo roli i liczne monologi trudne aktorsko, nie mówiąc o dialogach, które najczęściej wygrywał z wysłannikami ciemności. Do tego wyjątkowa kondycja fizyczna, gracja ruchów /skok ze sceny itp,/.
Marcin Kabat miał rozsądek i wielką odwagę, W słusznej sprawie poszedł nawet do samego piekła, aby ratować naiwne panienki, chcące wyjść za mąż, ale już!, nawet za cenę duszy! Marcin Kabat nie miał lekko. Bezbronny spotyka okrutnego zbója Madeja, czy Sarka – Farkę /gra go wyśmienicie Rafał Krochmal, podkreślając niezbyt lotny intelekt leśnego zbója/. Marcin Kabat nawet obłaskawia zbója swoją logiką wypowiedzi a na koniec zmusza do poprawy i pokuty.
Nie budził wielkiej sympatii pustelnik o surowych zasadach pustelniczego życia, kuszony delicjami i sztuczkami wysłannika z piekieł. Nie dziwię się zbytnio tej surowości. Jeśli ktoś mieszka sam, w głuszy, odżywia się wyłącznie korzonkami i ew. szarańczą, od czasu do czasu dostaje z nieba chleb podany przez anioła, nie może być radosny i pełen litości. Odrobina przysmaku czy małej przyjemności może poprawić surowość oceny życia innych. Rolę pustelnika Scholastyka zagraną z całą surowością ascezy i jej praw / kreował Dariusz Jodłowski/.
Mnie osobiście zaimponował anioł Teofil /Wojciech Jemioła/ swoją pokorą oddaniem i wykonywaniem poleceń Najwyższego. Mimo wszystkich cech oddania w rozmowach z ludźmi na dole, jako że był z nieba, był łagodny, uśmiechnięty, ale niezwykle stanowczy, szczególnie z mieczem Bożym! Czekałam na moment jak Teofil z nieba spłynie na ziemię. Zamysł reżysera był znamienity: zaskoczył i rozbawił widownię – Anioł Teofil pojawił się bezszelestnie na białej hulajnodze! Świetne rozwiązanie sceniczne i niezwykle dowcipne!
Jeśli już mowa o siłach wyższych to trzeba i o tych z podziemi. Otóż dwa diabełki z młyna w którym straszy, wzbudziły niezwykłą sympatię widowni. Zagubione, nieuczesane, karcone przez Lucjusza II, czy Karborunda II /Marek Kloss kreował te dwie postaci/, lubiące tylko grę “w mariaszka”, ale o pieniądze jednak, nie miały ochoty na werbowanie do piekieł żadnej duszy. Były to diabełki raczej sympatyczne, jąkające się, nawet bezradne ale nie straszne! W tych rolach bardzo przekonująca Aleksandra Korabiowska /diabeł Omnimor / Barbara Bober diabeł Karborund /.
Muszę wspomnieć i wyróżnić rolę diabła Lucjusza II w eleganckim garniturze i o nienagannych, salonowych manierach, którą zagrał znakomicie Zbigniew Adamczyk! Brawo! Najczęściej wygrywał stosując diabelskie sztuczki z diabelskim uśmieszkiem, ale i nad nim stali wielcy uczeni doktorowie – diabeł Solfernus /Anna Fąfara – Iskra/ w stroju i charakteryzacji iście diabolicznej acz wytwornej. Rywalizujący przed tronem samego Bezebuba diabeł Belial, równie wytworny i elegancki /RenataTuroń/ próbował zbić z tropu pewnego siebie i równie urodziwego Solfernusa. Te trudne role kreowały młode, ładne kobiety zgodnie z przysłowiem, “gdzie diabeł nie może tam babę pośle?!” Dawały sobie świetnie radę!
Rozbawił nas zupełnie starszy wiekiem naczelny piekieł – diabeł Belzebub/Bronisław Lechowicz/, który już niewiele kontaktował, miał problem z muchami i z dostawą węgla do ogrzania czeluści, którymi władał. Był rozbrajający w swej starości i zupełnie nieszkodliwy. A piekło i jego tron udekorowane niezwykle wytwornie. Właściwie nie ma się czego bać, bo człowiek rozsądkiem i wiarą może pokonać i moce piekielne, które jak przedstawił dramaturg Jan Drda, są już w niezłej rozsypce i psują się “jak ryba – bo od głowy”. Żałuję, że w swoim zamyśle sztuki autor nie przedstawił nieba. Widocznie tylko obejrzeć niebo jest o wiele trudniej.
Bo piekło wyobraził sobie dokumentnie wg mnie, chociaż ani autor sztuki ani ja, w piekle nie byliśmy na pewno! Chcemy czy nie, walczy w nas dobro i zło, rozsądek i często naiwność, wiara w reklamy jakby trochę “z piekła rodem”, bo nieustępliwe i często nieprawdziwe.
Mamy do wyboru drogę wygód, łatwe dojścia często do dna i drogę trudną, pełną wyrzeczeń i poświęceń, którą osiąga się szlachetny cel.
Muszę pochwalić udane dekoracje autorstwa Anny Krok i Macieja Ruszały z DK “Sokół”, wymagające dużego nakładu pracy i talentu, dekoracje ruchome, co jest novum na tej scenie i pomaga bardzo zmianom na scenie. Stroje bardzo różnorakie. moce piekielne wyższych szczebli ubrane jak “u Prado”, pustelnik ubogo jak przystało, wg aluzji scenicznych musiał dojadać, po samych korzonkach wyglądałby znacznie szczuplej.
Kasia energiczna jak rzadko kto, zdecydowana odważna i rozważna a także przedsiębiorcza z pomocą Bożą, jednak zdobywa trochę na siłę rozsądnego i prawego męża /w tej roli Karolina Ćwiąkała/. Nieźle wychodzi na małżeństwie królewna Desperanda /Gabriela Galej- Mularz/, która z Kasią prawie oddają dusze siłom piekielnym, ale wszystko kończy się dobrze, mimo ich naiwności i pędu do małżeństwa za wszelką cenę.
Wszystkie role zagrane z nerwem. pewnością sceniczną poprzedzoną prawie rokiem prób, bo super przyjemnie jest zagrać z klasą w spektaklu, przyjmować kwiaty, brawa i gratulacje należne, ale jest to jeden lub dwa wieczory w euforii i radości. Aby dojść do udanego finału i do tego jedynego, premierowego wieczoru trzeba sił i wytrwałości, trzeba godzin prób, powtarzania tekstu i opanowania na pamięć każdego kroku i scenicznego gestu. Trzeba wielu wyrzeczeń, poświęcenia czasu wolnego, którego zwykle brak. Trzeba obecności dobrego reżysera i wielu pomocnych osób. Gra w teatrze nawet amatorskim to wielki psychiczny i fizyczny wysiłek, to stres. Jeśli kończy się sukcesem to cała zapłata, bo aktorzy-amatorzy grają społecznie dla nas i dla własnej satysfakcji. Popierajmy ich wysiłki i nagradzajmy brawami! Kontakt z teatrem jest przeżyciem wyższego rzędu, potrafi mocno uduchowić widza a wzruszona pamięć potrafi latami przechować wspomnienia.
Dlatego z wielkim uznaniem patrzę z boku na piękny, udany spektakl i naszą radość spragnionych teatru bliskiego, stąd, z naszej małej ojczyzny.
Dlatego wszystkim aktorom na czele z reżyserem należą się wielkie podziękowania i gratulacje, za radość jaką rozdali ze sceny tak wielu widzom!
Duży udział w każdym sukcesie teatru “Prima Aprilis” mają pracownicy DK “Sokół” w
Strzyżowie wraz z dyrektorem tego przybytku kultury panią Anną Słowik. Trzeba udostępnić salę na próby, zaangażować pracowników do pomocy na próbach też, bo scenografię i charakteryzację opracowała Anna Krok, scenografię też wykonywał Maciej Ruszała, nad nagłośnieniem czuwał Leszek Drygaś, światłami i ciemnością dyrygował Paweł Krok! Aktorom towarzyszył głosem niezbędny w teatrze sufler, którym była dyskretnie Ewa Janczy.
Aktorów i czytelników pragnę przeprosić, że po obejrzeniu spektaklu nie wszystkich aktorów kojarzę za Strzyżowem i z postaciami które kreowali, ale czy ma to jakieś znaczenie? Udana premiera, sukces sceniczny, radość widzów to niewymierny zysk tworzenia i oglądania teatralnych widowisk. Miałam przyjemność i wielu z nas obejrzeć tę sztukę na scenie i kilkakrotnie w telewizji. Ale ta premiera “Igraszek z diabłem” w wykonaniu Teatru “Prima Aprilis” przewyższała mocą przekazu inne projekcje. I tego zdania nie zmienię, choćby wydało się kontrowersyjne!
Wszystkim należy się owacja na stojąco, co miało miejsce na zakończenie spektaklu, z najlepszymi życzeniami następnego, udanego dziesięciolecia dla teatru “Prima Aprilis”!
Dla porządku podaję nazwiska aktorów i postaci kreowane:
Diabeł Lucjusz – Zbigniew Adamczyk
Marcin Kabat – Gniewomir Skrzysiński
Zbój Sarka – Farka – Rafał Krochmal
Diabeł Solfernus – Anna Fąfara – Iskra
Diabeł Belial – Turoń Renata
Diabeł Belzebub – Bronisław Lechowicz
Pustelnik Scholastyk – Dariusz Jodłowski
Anioł Teofil – Wojciech Jemioła
Królewna Disperanda – Gabriela Galej – Mularz
Kasia – Karolina Ćwiąkała
Łowczy, Diabeł – Sebastian Jakubczyk
Diabeł Karborund I – Barbara Bober
Diabeł Karborund II, Lucjusz II – Marek Kloss
Diabeł Omnimor – Aleksandra Korabiowska
Diabeł – Jagoda Bochenek
Sufler- Ewa Janczy
Zdzisława Górska
24. 04. 2024